Rodziny się nie wybiera

Opublikowane w: Fabularie 1 (12) 2017

Rodziny się nie wybiera”

Moja dziewczyna pokazuje mi biały, plastikowy patyk, na którym widnieją wyraźnie dwie czerwone kreski.
Oboje czekamy na reakcję drugiej osoby.
To jak gra w cykora. Każde z nas na początku myśli o słowie na „a”.
Po tygodniach przemyśleń, badań i ustaleń stoimy przed drzwiami domu jej rodziców, a ona poprawia nerwowo mój krawat. Strasznie nie lubię chodzić w krawacie, ale chcę zrobić dobre pierwsze wrażenie.
Moja dziewczyna mówi mi, żebym się nie przejmował.
Będę musiał poprosić o jej rękę.
Nigdy nie widziałem jej rodziców. Nawet na fotografiach w jej mieszkaniu. A co, jeśli jej matka jest gruba?
Genetyka może mieć wpływ na otyłość i już niedługo jędrne i kształtne pośladki mojej rudowłosej dziewczyny, zamienią się w cellulitisowe  dupsko. A jej idealne piersi obwisnął.
Moja przyszła narzeczona dzwoni do drzwi dzwonkiem i dopiero teraz, kiedy nie mam już szansy się wycofać mówi mi, że jej rodzice są trochę dziwni.
Oceniamy naszych partnerów po tym, jakie są ich rodziny.
Moja „była” miała wredną siostrę. Zerwaliśmy ze sobą, bo nie mogłem tego wytrzymać. W każde święta spotkania rodzinne zamieniały się w dramat, a ja byłem tym, który próbował załagodzić sytuację. Siostrzana miłość przetrwała. Nasza nie.
Drzwi otwiera nam chudy, łysiejący mężczyzna.
Jutro wszyscy razem jedziemy do mojego domu. Mam nadzieję, że nie będę musiał się wstydzić albo tłumaczyć.

Mój tata… mój tata od zawsze był spoko. Jest muzykiem i kiedy byłem mały, pracował w domu i opiekował się mną. Pamiętam, jak siadał do swojej gitary, a ja jeździłem po podłodze resorakami.
Kiedyś mieszkała z nami jeszcze moja mama.
Mój tata zawsze powtarzał, że należy szanować kobiety, a potem kiedy mama wyprowadziła się od nas dodawał do swojego powiedzonka, że należy szanować kobiety, chyba że są wrednymi sukami.
Rodzice mają wpływ na to, jak myślimy o świecie.
Jeszcze kiedy mieszkaliśmy we trójkę, kiedy mama wracała z pracy, chowałem się do swojego pokoju i włączałem głośno telewizor.
Moja mama… moja mama zawsze przychodziła zmęczona i zdenerwowana. Rzucając wszystkim krzyczała na tatę. W świecie, gdzie była menadżerem do spraw sprzedaży, jej mąż był zwykłym nieudacznikiem, siedzącym w domu z dzieckiem, który nie potrafi zrobić obiadu i posprzątać tych cholernych samochodzików.
Czasami ich kłótnie trwały aż do wieczora. Schowany pod kocem, oglądałem filmy dla dorosłych i czekałem, aż w końcu umilkną. Podczas jednej ze sprzeczek krzyki urwały się, drzwi do mieszkania trzasnęły. Po chwili mój tata wszedł do mojego pokoju. Próbował udawać, że wszystko jest w porządku, ale kiedy zamawiał nam pizzę, głos drżał mu.
Następnego dnia nie siadł już do gitary, ale otworzył piwo. Następnego otworzył dwa. Potem trzy. Sześć. Osiem. Pół litra wódki. Litr. A ja dalej bawiłem się resorakami.
Ostatni raz zobaczyłem moją mamę na sprawie sądowej, gdzie zrzekła się praw do mnie i ktoś powiedział mi, że zostaję z tatą, o ile znajdzie stałą pracę. Tata nigdy więcej nie wydał żadnej płyty. Zaczął uczyć w szkole, gry na gitarze oczywiście. Kiedy dorosłem i zapisałem się na studia, uczył też mnie.
Rodzice wpływają na to, kim zostajemy w przyszłości.
Mój tata zawsze powtarzał, żebym traktował swoją pasję do grania poważnie.
Moja przyszła żona, mimo że ma taki sami kolor włosów i oczu jak moja matka, nie jest jak ona. Nawet jeśli zostanie gruba, a na podłodze będzie bawiło się nasze dziecko, nie będzie kazała mi porzucić mojej pasji.
Mój zespół niedługo nagra pierwszą płytę i ona to rozumie. Jest dużo lepsza niż moja matka.
Jej tata prowadzi nas do jadalni i żartuje:

– No, w końcu odważyłaś się nam kogoś przedstawić. A już myśleliśmy, że nigdy to nie nastąpi. Albo, że jesteś lesbijką czy coś. Musi być pan wyjątkowym mężczyzną, skoro udało się panu z nią wytrzymać.

Jej tata jest spoko.
Nie wie jednak, jak długo zajęło mi bieganie za jego córką i po co tu przyszliśmy.
Kurde, czy jest jakiś kulturalny sposób na powiedzenie komuś, że zapłodniło się jego dziecko?

Poznaliśmy się podczas koncertu, na którym mój zespół grał jako support. Zauważyłem jej rude włosy, potem wielkie niebieskie oczy, i mały kształtny nos.
Stała w pierwszym rzędzie, delikatnie bujając się w rytm muzyki.
Przez resztę koncertu grałem specjalnie dla niej, ale kiedy zszedłem w końcu ze sceny i zaproponowałem drinka, odpowiedziała:

– Sorry, nie ma szans koleś. Mama zawsze przestrzegała mnie przed takimi jak ty. Artystami.

Odwróciła się i, kołysząc biodrami, wyszła z sali.
Dogoniłem ją i powiedziałem, skłamałem, że dla niej w takim razie rzucę to wszystko byleby poszła ze mną na jedno piwo.
Roześmiała się. A ja nie myślałem wtedy, że mogłaby kiedyś przytyć.
Spędziliśmy razem wieczór, włócząc się po mieście. Od razu złapaliśmy kontakt, jakbyśmy znali się od lat. Prawdziwa, romantyczna historia.
Potem. Potem odprowadziłem ją do domu, i kiedy chciałem ją pocałować odwróciła szybko głowę, tak że moje usta trafiły w jej policzek.
Droczyła się ze mną, a ja nakręcałem się jeszcze bardziej.
Cały następny miesiąc próbowałem ją wyciągnąć na kolejne spotkanie.
Wykręcała się obowiązkami. Mówiła, że jest zajęta pracą. Studiami. Cały czas jednak pisaliśmy do siebie. Skarżyła mi się na temat wrednej szefowej. Na temat kolegów, którzy ją podrywają. Byłem cholernie zazdrosny, ale nie dawałem po sobie tego poznać. Stałem się jej kumplem, potem przyjacielem. Zaczęliśmy spotykać się regularnie. W piątki na piwo. W soboty do kina. W trakcie tygodnia wpadałem do niej na uczelnię i wychodziliśmy razem na lunch. I nie, nie był to friendzone, droczyliśmy się, flirtowaliśmy. Czasem przez przypadek dotknąłem jej ręki, czasem przez przypadek ona, kiedy siedzieliśmy w ciemnym kinie kładła mi dłoń na moim udzie. Raz, po pijaku pocałowaliśmy się na pożegnanie.
Wiecie jak pierwsze pocałunki bywają niezręczne, nieudane. Ktoś przechyli głowę w złą stronę, ktoś uderzy zębami o zęby drugiej osoby. Za mało języka, za dużo. U nas tak nie było. Pierwszy pocałunek wyszedł niczym na filmach, k
tóre razem oglądaliśmy. Naturalnie. Długo. Namiętnie.
Napięcie między nami rosło coraz bardziej i jednej soboty wylądowaliśmy u mnie. Ubrania spadły na podłogę, zanim zatrzasnąłem drzwi. Pierwszy raz zobaczyliśmy się nago. Była idealna, a seks z nią nieziemski. Lubiła dokładnie to samo, co ja. Nasze umysły były połączone. Staliśmy się jednością i nie wychodziliśmy z łóżka przez cały następny dzień.
Wow. Ja naprawdę ją kocham i nawet jeśli wyłysieje jak jej ojciec, będę z nią. I będziemy mieli dziecko.

Zasiadamy do nakrytego stołu, a jej tata mówi, że mama kończy szykować obiad. Jego córka, a moja przyszła żona, matka mojego dziecka wstaje od stołu i idzie do kuchni, zostawiając mnie sam na sam z przyszłym teściem.
Siedzimy chwilę w milczeniu, po czym on żartuje znowu:

– Niezłe z niej ziółko. Ale mam nadzieję, że się dogadujecie.

Nasza pierwsza kłótnia nastąpiła parę dni po tamtej pamiętnej sobocie.
Poszło o muzykę, którą zaniedbałem na rzecz mojej nowej miłości.
Zespół zagroził mi, że jeśli kolejny raz nie pojawię się na próbie, zaczną szukać nowego gitarzysty.
Od rana zbierały się nad nami ciemne chmury. Mieliśmy zły humor. Nasze emocje zawsze przenikały z jednej osoby na drugą. Gitara, którą schowałem w futerał, była tylko czynnikiem zapalnym.
Zapytała gdzie idę, a ja wytłumaczyłem jej, że bez muzyki nie mogę żyć. Że muzyka towarzyszyła mi przez całe życie i skoro się kochamy, powinna mi zaufać.
Pierwszy raz powiedziałem, że ją kocham, chociaż rozumieliśmy się jak zawsze bez słów, i od dawna już o tym wiedziała.

– Obiecałeś, że skończysz z muzyką.

Powiedziałem jej, że nie rozumiem dlaczego to taki wielki problem, i że dobrze, skoro tego chce, rzucam to w cholerę.
Kłótnia rozkręciła się, i wytykaliśmy sobie wszystkie złe cechy, które zdążyliśmy w sobie poznać.
Krzyczała, że zawsze zapraszam ją do siebie, a sam nigdy się nie pofatyguję, że praktycznie mieszka tu od tygodni, a nie opróżniłem dla niej szuflady; że najpierw obiecuję, a potem zapominam.
Ja darłem się, że robię dla niej co tylko chce. Że każe mi wybierać między nią, a muzyką i nie potrafi nawet docenić mojego poświęcenia. Że nie rozumie.
Że jest furiatką. Że mam tego dosyć.
Krzyk przebijał się przez całe mieszkanie.
Nazwała mnie dupkiem, a ja ją wredną zołzą.
Przypominało to świąteczne kłótnie mojej byłej z jej siostrą.
Kłótnie matki z ojcem.
W końcu i moja miłość trzasnęła – najpierw mnie, potem moją gitarą o podłogę, a potem drzwiami.
Siedziałem w domu, unikając wyjścia na zewnątrz.
Próbowałem do niej dzwonić, ale każda rozmowa kończyła się jeszcze większą sprzeczką.
W końcu wyszedłem z kumplami na piwo. Obiecałem, że wrócę do grania jak tylko zbiorę kasę na nowy sprzęt. Wybaczyli mi, przyjęli mnie z powrotem i pocieszali mówiąc, że moja dziewczyna nie była jedyna, ale ja czułem inaczej. Wróciło to samo co przeżywałem w dzieciństwie. Zostałem porzucony przez kobietę, która powinna być ze mną do końca.
Pijany próbowałem do niej dzwonić, ale przestała odbierać.
Byłem pod jej blokiem i krzyczałem, że ją kocham!
Szukałem jej skacowany na uczelni, ale nikt nie wiedział co się z nią stało.
Po paru dniach milczenia zapukała do moich drzwi. W rękach trzymała gitarowy futerał. Powiedziała żebym jej coś zagrał.
Przyciemniane drewno. Siedmiostrunowa. Piękna.

– Zagraj coś dla mnie – powtórzyła, siadając na podłodze.

Podłączyłem instrument, złapałem za gryf i uderzyłem w struny.
Grałem to, co przyszło mi do głowy. Wyrzuciłem z siebie wszystkie emocje, jakie towarzyszyły mi, kiedy byłem bez niej.
Płakała i mówiła, że nie może beze mnie żyć. Że czuła, jakby ktoś odebrał jej cząstkę samej siebie, kiedy nie rozmawialiśmy.
Czułem dokładnie to samo.
Powiedziała, że teraz rozumie, dlaczego nie chce przestać grać. Że czułbym się bez muzyki tak samo nie pełny jak ona beze mnie, a ja powiedziałem jej na to, że muzyka bez niej nie jest nic warta.
Powiedziała, że gram pięknie i że będzie mnie już zawsze wspierać. A ja nie powiedziałem już nic, tylko pocałowałem ją. Położyłem na podłodze, a jeden z plemników przebił się przez błonę i zapłodnił jajeczko w macicy mojej dziewczyny. I teraz siedzę z jej ojcem, wpatrującym się we mnie uważnie.

Rudowłosa kobieta z niebieskimi oczami pojawiła się w drzwiach jadalni, niosąc trzymaną przez kuchenne rękawice dużą tacę z pieczenią.
Chciałem jej pomóc. W końcu nie powinna dźwigać będąc w ciąży.
Zdążyłem tylko pomyśleć, że są strasznie podobne. Że teraz to widzę. I że przynajmniej obie są chude.
Ceramiczna taca roztrzaskała się po całym pokoju.
Sos z pieczeni ochlapał dywan i ściany.
Mój niedoszły teść wstał do swojej żony, która osunęła się na podłogę blada.
Moja ciężarna eks dziewczyna wbiegła do pokoju i pomogła ojcu podnieść matkę.
Nic dziwnego, że tak dobrze się dogadywaliśmy, pomyślałem.
Kochałem ją tak bardzo, ale teraz na samo wspomnienie wspólnych chwil, zrobiło mi się słabo.
Ciekawe, czy nie jest za późno na aborcję – liczyłem szybko w myślach tygodnie.
Moja ciężarna eks dziewczyna spojrzała na mnie. Na matkę. Na mnie…
Jej ojciec wachlował złożoną gazetą swoją żonę.
A ja. Ja zastanawiałem się, co powiem swojemu tacie i czy nasze dziecko będzie miało wszystkie rączki i nóżki.
No i co powiem swojej matce, której udało się tylko cicho wykrztusić:

– Czy wy… Ze sobą?

Maciej Tuora, Lublin, 2016 r.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s